Czas jest nieubłagany.

Jutro będzie czerwiec.

Pojutrze lipiec.

Za parę chwil Finlandia.

Rehab, rehab.

No, no, no.

Poniedziałek, kolejny dzień wyrwany z kontekstu. Książka, ja i próba życia w tym obskurnym świecie. Chociaż pogoda dziś miała litość i zaświeciło na trochę słońce. Moczydło rano, moczydło po południu. I wieczór tak pusty.

Rzeka podziemia czeka.

A ja na co mam czekać?

Czekam na Ciebie, pamiętam.

Lany Poniedziałek. Czyli prawie po świętach i czas większej mobilizacji. Dickens czeka na mnie, ale nie mogę nawet na niego spojrzeć. Może za chwil parę mi się uda zagaić z nim jakąś bliższą rozmowę. Przynajmniej spróbuję.

Herbata truskawkowa to jest coś co pasuje do Dickensa, don’t you think so? Kiwasz głową, ale wcale mi nie pomagasz. Przewracasz się na bok i myślisz. Nie wiem co masz w głowie. Wiem, że czas ucieka i jest go coraz mniej.

Muszę opracować jakiś plan, żeby było łatwiej i prościej później. Co o tym sądzisz? Uśmiechasz się.

No jasne.

Pada śnieg, pada tak mocno i tak dużo że gubię ostrość widzenia. Chciałoby się pomyśleć że to zima, mimo że od dziś astronomiczna wiosna. I Wielkanoc, a nie Boże Narodzenie. Absurd. Czy całe życie już będzie tak?

Za rok o tej porze będę w Finlandii. Tam śniegu zawsze jest dużo, zima jest prawie przez okrągły rok. Nie przeraża mnie to. Bardziej martwi mnie samotność. Obcy kraj, obcy ludzie. Oby to była najpiękniejsza przygoda mojego życia. Taką żywię nadzieję.

Za każdym razem mówię to samo – próbuję znaleźć sobie nowe miejsce, swój czas i spróbować jakoś ułożyć to wszystko w odpowiednim porządku. Tak samo jest teraz, zaczynam od nowa.